Do Obrońców Życia

Nie jestem zwolenniczką pełnej wolności aborcyjnej. Życie, nawet to dyskusyjne nazywane „poczętym”, jest zbyt cenne, żeby traktować je całkowicie swobodnie. Jego przerwanie zbyt poważne, żebym mogła o tym myśleć, jak o prostym zabiegu, dostępnym dla każdej kobiety na życzenie.

Nie zamierzam jednak tutaj wchodzić w zawiłości trudnych wyborów, przed którymi stają kobiety w ciąży grożącej śmiercią lub noszące pod sercem dziecko, nie mające żadnych szans na przeżycie, bo o życiu nie ma mowy – to przedłużona agonia, wśród rurek, wenflonów, strzykawek, maszyn, a przede wszystkim bólu. Nie mam pojęcia co bym zrobiła. Wiedzą to tylko ci, którzy taką decyzję byli zmuszeni podjąć. Nie mam prawa do ocen i nikt takiego prawa nie ma.

Kluczowe pytanie brzmi: jaki będzie skutek całkowitego zakazu? Rocznie w Polsce, zgodnie z prawem, wykonywano ok. 700 aborcji rocznie. Naprawdę ktokolwiek wierzy, że ta liczba ma coś wspólnego z rzeczywistością? Ja nie. Z pewnością było ich wielokrotnie więcej. Niektóre w prywatnych gabinetach, niektóre w ramach tzw. „turystyki aborcyjnej”, a niektóre pokątnie, w warunkach niebezpiecznych, urągających wszelkim zasadom bezpieczeństwa, bez podstawowej choćby opieki medycznej.

Część odbyła się po porodzie (sic!). To są te małe ciałka (czasem zmumifikowane), szkieleciki, znajdowane na śmietnikach, w lesie pod igliwiem, w beczkach na kapustę, w przydomowym ogródku, szambie. Maleństwa, skazane na powolną, okrutną śmierć z głodu, pragnienia, wyziębienia. Duszone, topione, zakopywane żywcem. Cierpiące nieludzko, w samotności. Pochowane jako NN przez opiekę społeczną lub w zbiorowych grobach, przeznaczonych na cmentarzach komunalnych dla tzw. „szczątków ludzkich”.

Skutki prób regulowania życia społeczeństwa we wrażliwych, osobistych obszarach są zawsze opłakane. Nigdy, jak świat światem, nie przynoszą oczekiwanego przez decydentów efektu. Tworzą wstrętne, obskurne podziemie. Ohydne, śmierdzące, tragiczne, przekraczające wszelkie granice ludzkiej wytrzymałości i wyobraźni.

Szanowni Obrońcy Życia, czy o to wam chodzi? Jestem przekonana, że nie. Może więc warto, żebyście pomyśleli jak problem zabijania bezbronnych rozwiązać skutecznie? Może trzeba opracować system opieki nad kobietami w ciążach, nad którymi wisi widmo śmierci. System opieki medycznej, psychologicznej, wsparcia przed, w trakcie i po porodzie. Walczyć o humanitarne traktowanie przez Państwo opiekujących się niepełnosprawnymi, zabezpieczenie finansowe, opiekuńcze dla tych heroicznych kobiet i mężczyzn, którzy zrezygnowali  ze wszystkiego – poświęcili swoje życie dla dziecka, wymagającego obecności opiekuna 24 godziny na dobę. Kobiet po traumie gwałtu, dziewczynek, zapłodnionych przedwcześnie przez zwyrodnialców. Jeśli taką walkę podejmiecie stanę z wami w jednym szeregu!

Ale niestety pojawiacie się jedynie jako dyktatorzy wybiórczych pojęć moralności, bez żadnych propozycji jak pomóc rodzinom w tak niewyobrażalnie trudnych sytuacjach. Idziecie przekładać paciorki różańca „w intencji”, zamiast ten czas poświęcić ludziom.

Jestem wierząca i WIEM, że nie tego oczekuje „Ten na górze”. Miłość bliźniego powinna objawiać się w konkretnym, jak najskuteczniejszym działaniu. Na pewno nie w prawnym wymuszaniu nierealnych zasad. Mówi wam coś wolna wola, którą w odróżnieniu od innych istnień otrzymaliśmy? Mam wrażenie, że kompletnie nic…

Zewrzyjcie szeregi i domagajcie się wsparcia dla życia. Realnego wsparcia, a nie ideologiczno-modlitewnego…

Komentarze

diora.me

Jedna odpowiedź do “Do Obrońców Życia

  • Jestem całkowitą przeciwniczką zakazu aborcji, jeśli ktoś będzie chciał to i tak to załatwi na boku bez żadnych papierów, lecz już niekoniecznie bezpiecznie. A jeśli dziecko jest niechciane, to trafi do domu dziecka, a jak wiemy tam się nie przelewa i większość dzieci nie znajduje tam rodziców, bo społeczeństwo uważa że ,,nie swoje” znaczy gorsze, a jeśli już ktoś chce zaadoptować to taka procedura potrafi trwać lata! Już nie mówiąc o zgwałconej kobiecie, która nie chce dziecka, które ma ojca gwałciciela…
    Jasne jest też druga strona, ale czy nie lepiej zostawić to do decyzji każdej z nas?
    Pozdrawiam 🙂

A Ty jak sądzisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany.