Mieć dzieci i dać żyć innym – można, a nawet trzeba!

Kiedy urodziła się Młoda, Polska jeszcze niemal wyłącznie dorosłymi stała. Wysokie krzesełka do karmienia, podobnie jak przewijaki, pojawiały się jaskółką jedynie w McDonaldzie i Ikei, o kącikach zabaw w knajpach słyszałam, że podobno są, ale nie znalazłam w miejscach dostępnych dla mojego portfela.

Może właśnie to wymusiło na nas, nieco starszych, choć już współczesnych rodzicach (Młoda liczy sobie 14 wiosen) patenty i pomysły wychowawcze, pozwalające na zaprowadzenie pociechy w miejsce publiczne, bez objawów nerwicowych własnych oraz narażania się na demonstracyjne oburzenie otoczenia.

Dziecko nie jest bezrozumną, atawistyczną istotą nie do powstrzymania lub jak twierdzą niektórzy, ze względu na wiek posiada prawa, stojące ponad prawami innych. Bo moi drodzy, czy Wam się to podoba czy nie, tak jak uczymy chodzić, mówić, rysować, liczyć, czytać itp. mamy obowiązek uczyć jak się zachowywać odpowiednio do sytuacji. Niekoniecznie na żywym organizmie – wystarczy zacząć w domu, własnym sumptem.

Restauracja

Nie prowadzajcie do wykwintnych jadłodajni, jeśli dziecko jeszcze nie opanowało sztuki siedzenia podczas wspólnego posiłku przy rodzinnym stole. Ćwiczcie w domu, w knajpkach przyjaznych dzieciom jakich teraz pełno, dopiero potem podnoście poprzeczkę. Już nie chodzi tylko o komfort współbiesiadników (choć naprawdę ważny), ale też o bezpieczeństwo. Biegający maluch + kelnerzy roznoszący gorące napoje i posiłki – to może się skończyć tragedią.

Kino, teatr etc.

Po pierwsze sprawdzajcie na co się wybieracie. Nie każda kreskówka jest dla dzieci – choćby wiele pięknych, japońskich. Pamiętam jak iskry krzesałam spomiędzy zębów, pośród wściekle znudzonych, gadających, jęczących kilkulatków na seansie „Księżniczki Mononoke”… Podobnie szlag mnie trafiał podczas przepięknego, nastrojowego spektaklu cyrku De Soleil. Wspaniała muzyka, scenariusz, światła, a za moimi plecami mamusia z trzylatką, kompletnie nie rozumiejącą o co chodzi – paszczęka jej się nie zamykała, zwrócenie uwagi oczywiście spowodowało agresję rodzicielki. Za bilety dla rodziny zabuliłam prawie tysiąc złotych, na pewno nie po to, żeby wysłuchiwać, inteligentnych skądinąd, opowieści…

Są specjalne seanse, spektakle, przeznaczone dla maluchów i z nich trzeba korzystać, dopasować do wieku, a nie ciągnąć na śmiertelną nudę, ku rozpaczy pozostałych widzów.

Podróż

W swoim samochodzie róbta co chceta, byle było bezpiecznie. A co jeśli trzeba pociągiem, autobusem? Przygotujcie siebie i dziecko. Przed długą podróżą – zgońcie, wybiegajcie, wyszalejcie ile się da. Zaplanujcie rozrywki – książeczki, gry, rysowanki, kilka klocków, fajne przekąski, może wyprawę do wagonu restauracyjnego, zgubna na co dzień elektronika bywa zbawienna. Mnie np. ratowały Bajki Grajki (najpierw na discmanie, potem na mp3). Wykorzystajcie okno – liczcie słupy, szukajcie krów, sarenek, czerwonych samochodów. I uwierzcie – da się nie biegać po pojeździe, nikomu krzywda się od tego nie stanie, ani zmysły przytępione nie zostaną, ani ciekawość świata bezpowrotnie zahamowana.

Plaża

To w Polsce istny horror. Pomijam fizjologię, jej poświęcę osobny akapit. Owszem – plaża to miejsce do zabawy piaskiem, wodą, wypoczynku, ale uwaga – dla wszystkich. Więc nie każcie mi się ciepło i radośnie uśmiechać, jeśli właśnie moje usta są pełne piasku, w wyniku radosnych harców waszego „skarba”, oberwałam oblepioną piaskiem piłką po świeżo nakremowanych plecach lub doznałam szoku termicznego oblana wiaderkiem świeżej, morskiej wody…

Między innymi właśnie „walka” z dziećmi, a przede wszystkim z rodzicami skutecznie wypędziła mnie z polskiego wybrzeża… Małych trzeba pilnować cały czas – przykro mi, takie życie, poopalacie się za parę lat, albo na samotnym wypadzie, starszym naprawdę można wytłumaczyć, żeby używały wyobraźni i przewidywały skutki swoich działań.

Co znamienne nie przydarzają mi się takie historie na plażach np. chorwackich czy bułgarskich, dopóki udaje mi się znajdować miejscowości oddalone od tych, preferowanych przez rodaków. Jest ciszej, spokojniej, trzeźwiej, a dzieci w ogóle chyba z innej planety…

Siku, kupa, gołe tyłki

Na koniec fizjologia, równie ważna jak zachowanie. Przerobiłam dwa niemowlaki, roczniaki, dwulatki, trzylatki. Musiałam je przewijać w najróżniejszych warunkach, szukać na gwałt toalety, przerobiłam wszystkie opcje i uwierzcie – przez ten czas żaden obcy nie był świadkiem żadnej z tych czynności, nie widział genitaliów, ani zawartości pieluchy. Nikt mi nie wmówi, że to niewykonalne. Darujcie też wpisy typu: to tylko dziecko. Dziecięce odchody nie są urocze. Nie i kropka. Załatwianie się na plaży, w rogach placów zabaw, przy krawężniku jest absolutnie paskudne, wy tego przecież nie robicie… Istnieją przenośne przewijaki, nocniki, publicznych toalet jest coraz więcej i prezentują się coraz lepiej.

Nagość tylko w domu, błagam, jeśli nie docierają argumenty o higienie – piasek na plaży jest brudny, ludzie wyrzucają tam śmieci, plują, sami wysadzacie na nim swoje dzieci, a potem puszczacie bez żadnej ochron, to może powinien internet? Nie wiecie kto patrzy, którym smartfonem ktoś cyka fotki, żeby je potem wrzucić na odpowiednie strony. Świat się zmienił, pomyślcie że swoim zamiłowaniem do swobody możecie nieświadomie dawać pożywkę bardzo szerokiemu gronu, lubującemu się w dziecięcych kształtach…

Kochani Rodzice, spędzajcie czas przyjemnie, radośnie i bezpiecznie, żyjcie i dajcie żyć innym!

Komentarze

diora.me

A Ty jak sądzisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany.