Są takie chwile w życiu, kiedy trzeba wybrać pomiędzy „ważnym i ważniejszym”

Są takie chwile w życiu, kiedy trzeba wybrać pomiędzy „ważnym i ważniejszym” i taka właśnie chwila przytrafiła mi się w ostatnich miesiącach. Całą swoją energię, wiedzę, umiejętności musiałam skierować na działalność w koalicji NIE dla chaosu w szkole, a czas na pisanie  zniknął w gąszczu działań, spotkań, szału organizacji.

Nie chciałam zmieniać charakteru tego miejsca, publikując wyłącznie na temat „reformy”, a czas był taki, że kwestia przyszłości polskiej edukacji była jedyną, o której mogłam w sprawach wychowawczo-szkolno-społeczno-dzieciowych  mówić i pisać. Dlatego porzuciłam na jakiś czas tę swoją sieciową przestrzeń.

Teraz mogę już wrócić i znowu być dla Was, moich Ulubionych Czytelników. Nie dlatego, że się w walce o zatrzymanie zapędów MEN poddałam, ale dlatego, że nasze działania stały się bardziej zorganizowane, a grupa pracujących przy nich osób znacznie się powiększyła.

Podsumowuję na czym polega problem z tą nieszczęsną „reformą”, nieporównywalną do jakiejkolwiek wcześniejszej.

Szaleńczy pośpiech. To on spowodował, że wszelkich fachowców z prawdziwego zdarzenia z prac przy reformie „wywiało”. Nie chcieli się podjąć zadania niewykonalnego, ani podpisać pod kompletną fuszerką. I to właśnie ten pośpiech stanie się przyczyną szeregu absurdalnych zapisów, których skutki odczują wszyscy uczniowie. W jaki sposób? Proszę bardzo:

  1. II klasa GIM – w tej właśnie jest moja Córka. Na pierwszy rzut oka bez zmian. Muszę rozczarować… Jeśli miejsce pracy jest likwidowane (serio „wygaszanie” to nieadekwatne słowo), to co robią zatrudnieni? Tak Kochani, szukają innego. Powinni mieć głębokie poczucie misji? Może i tak, ale tą misją rachunków nie zapłacą. Kto zatem będzie przygotowywał uczniów w przyszłym roku do liceum? Świeżak tuż po studiach? Obiekt rozpaczliwej łapanki dyrektora?
  2. I klasa GIM – powinie się dziecku noga na którymkolwiek etapie, nie zda do następnej klasy? No to ukarane zostanie podwójnie… Wróci do podstawówki. Z pierwszej do siódmej, z drugiej do ósmej, z trzeciej, uwaga! Też do ósmej. Tabumsss… Dziwaczność posiadania dwóch świadectw ukończenia tej samej szkoły, to już tylko taki drobny żarcik reformatorów. Oprócz tego patrz punkt 1., nauczycieli prawdopodobnie jeszcze ubędzie.
  3. I klasa GIM i VI klasa SP – marzyliście o elitarnym liceum? No to rzucajcie się szybciutko w wir przygotowań do olimpiad – tytuł laureata zagwarantuje Wam możliwość wyboru. Miejsc w dobrych szkołach nie przybędzie. Choćby nie wiem jak MEN zaklinał rzeczywistość, nawet w tych przeciętnych i słabych, będzie wściekły tłok. Ale spokojnie. Po branżówce też można zdawać maturę, zatem o co ten hałas?
  4. Klasy IV-VI SP – czyli zagwozdka: jak upchnąć trzy lata w dwóch? W dodatku dolepionych, niezależnie od dotychczasowych cyklów edukacyjnych. MEN ma rozwiązanie – uproszczony egzamin po ósmej klasie, żeby nie brać odpowiedzialności za braki w wiedzy absolwentów „eksperymentalnych”. Dodajmy do tego zapis, który umożliwia odgórne przeniesienie starszych uczniów do innego budynku. Jak to się ma do deklaracji o przedłużeniu nauki w znanym środowisku?
  5. Klasy I-III SP – w wielu miejscach wielka niewiadoma gdzie się będą uczyć w późniejszych latach – już wiadomo, że są miejscowości, w których nawet od czwartej klasy dzieciaki zaczną dojeżdżać do gimnazjum, przekształcanego dzięki reformie w podstawówkę.

Wszystkich dotkną:

  1. Decyzje samorządów co do nowej siatki szkół, zmiany rejonów itp. Będziecie się złościć na wójta, burmistrza, prezydenta, radnych? Miejcie świadomość, że każde zaproponowane przez nich rozwiązanie wzbudzi sprzeciw społeczności przekształcanych placówek. Przed koniecznością dokonania wyboru między złym a gorszym postawił ich ustawodawca – muszą jakoś sytuację opanować. Baza budynków, dotychczasowa organizacja, jest taka jaka jest, do września, nawet bardzo bogate gminy, niczego nie wybudują i nie dostosują do nowych potrzeb, to zwyczajnie niemożliwe, choćby z przyczyn formalnych (pozwolenia na budowę, przepisy sanitarne, etc.).
  2. W wielu miejscach nauka na zmiany, bardziej liczne klasy.
  3. No i to, co podobno miało być tragedią dla sześciolatków: maluchy z dorastającą młodzieżą w jednej przestrzeni. Tyle że tym razem nie z trzynastolatkami, ale w skrajnych przypadkach nawet z osiemnastolatkami – tak, tak… Wystarczy, że ktoś dwa razy nie zdał do następnej klasy.
  4. Polepione podstawy programowe – tutaj nie będę się mądrzyć, nie jestem metodykiem, ale wierzę w Was, jeśli chwilę pogooglacie to natychmiast znajdziecie mnóstwo opracowań, stworzonych przez mądrzejszych ode mnie, którzy nie pozostawiają na nich suchej nitki.
  5. Podręczniki pisane na kolanie – nie może być inaczej, skoro podstawy programowe nadal są jedynie projektem na etapie konsultacji. Policzcie sobie ile czasu, nawet startując od teraz, mają wydawnictwa na stworzenie czegoś, co miałoby ręce i nogi?

Zbieramy podpisy pod wnioskiem o referendum. Nie przestanę protestować, bo siedząc od niemal dekady w radach rodziców, mając dwójkę szkolnych dzieci wiem, że szkoła potrzebuje ogromnych zmian, ale ta przebiega… sorki, ale muszę… po prostu od dupy strony…

Tych z Was, którzy chcą być na bieżąco z „reformą” edukacji zapraszam tutaj: NIE dla chaosu w szkole – tam znajdziecie bieżące informacje. Na blogu wracam do dawnego pisania.

 

Komentarze

diora.me

Jedna odpowiedź do “Są takie chwile w życiu, kiedy trzeba wybrać pomiędzy „ważnym i ważniejszym”

  • Wszystko jest zrozumiałe, bo ci co mają parcie i muszą to oczywiście nie odpuszczą. Nie spodziewam się żeby jakiekolwiek argumenty do nich trafiły. Rozumiem że referendum to jedno z niewielu możliwości prawnych żeby zablokować to szaleństwo. A co na przykład z zaskarżeniem odpowiednio wcześniej do sądu decyzji administracyjnej która z powodu czasu nie pozwoli na przygotowanie się lokalnych gmin czy powiatów na prawidłowe wdrożenie (sic!)reformy. Zablokowanie wykonastwa na którymś etapie chociażby żeby odpowiedź miała być „nie bo nie” ale żeby wstrzymała bieg i opóźniła te reformę w czasie. Bo jest to decyzja polityczna, a wystarczy żeby nie weszła w życie od września i sami ją zablokują. Wiadomo że to nie jest elegancko, ale trzeba grać jak przeciwnik pozwala

A Ty jak sądzisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany.