Czy naprawdę przemoc jest mniejszym zagrożeniem niż sex?

Musi być, skoro rodzice tak często nie widzą problemu w tym, że ich pociechy od piątego roku życia rżną w Mortal Combat, Grand Theft Auto i wszelkiej maści strzelanki, natomiast podczas choćby namiastki sexu w filmowej scenie, nerwowo przełączają program lub zasłaniają dziecku oczy.

Może ja jestem jakaś dziwna, ale żywię przekonanie, że w przeciwieństwie do wypruwania flaków tudzież obcinania łbów, sex jest normalną, zwyczajną i naturalną częścią życia, dlaczego więc jego istnienie jest tak starannie ukrywane przed dziećmi?

Nie widziałam na żadnym forum czy w grupie rodzicielskiej rozterek, jak wytłumaczyć siepę i mordobicie, za to ogromny kłopot pojawia się wraz z fundamentalnym i zupełnie normalnym pytaniem: „skąd się biorą dzieci?”. Czerwieniejemy, krążymy, błąkają nam się w głowie myśli na temat bocianów i kapusty, a wykrztuszenie słów: penis, wagina, erekcja, jajniki, jądra, plemnik, macica, dla wielu jest nieosiągalne. Nie pomnę już kto prowadził dialog, który teraz zacytuję:

-No ale jak taka dziewczynka zareaguje na wieść, że ma macicę???

-A jak na wieść, że ma wątrobę?

Pistolety, karabiny oraz wszelki sprzęt, imitujący śmiercionośną broń, wala się bezkarnie w dziecięcych pokojach. I tylko czasem jakiś głos wołającego na puszczy usiłuje przebić się tłumacząc, że to nie są najlepsze zabawki dla najmłodszych.  Za to protesty przeciwko edukacji seksualnej w szkołach? Tu już jest inna historia. „Nikt nie będzie mi mówił jak wychowywać swoje dziecko!”, „Nie życzę sobie deprawowania małoletnich w szkole!”, „Edukacja seksualna prowadzi do rozpusty!”.

No halo! Jeśli rodzice nie są w stanie wytłumaczyć dziecku jego własnej fizyczności, tego co się dzieje z jego ciałem w trakcie dorastania, jakie może mieć pokusy podczas intymnych chwil z pierwszą miłością, jakie są konsekwencje pochopnie podejmowanych decyzji, to kto ma to zrobić? Kumple, którzy sami wiedzą piąte przez dziesiąte? Internet, gdzie w poszukiwaniu wiedzy zamiast informacji można się naoglądać sporej dawki porno? To nie ma nic wspólnego ze światopoglądem. Niech każdy po prostu rozmawia ze swoim dzieckiem wprost, ubierając informacje o fizjologii, rozwoju i bliskości w swoje przekonania, a jeśli nie potrafi, bo wstyd i skrępowanie zamykają mu usta, niech pozwoli na to fachowcom, a ideologię dołoży post factum, będzie mu łatwiej.

Tymczasem, kiedy zaprowadziłam Młode na Powązki Wojskowe, pokazałam groby kilkunastoletnich dzieciaków, chcąc wytłumaczyć dlaczego nie pozwalam na zabawę w wojnę, usłyszałam: „No jak to? Przecież traumę im fundujesz!” , „I co? Dały sobie z tym radę?”, „No nie wiem, to chyba zbyt brutalne…”. To znaczy, że co? Że mogą gapić się na strzelanki w telewizji, w grach, na youtubie, ale zobaczyć skutki autentycznych działań zbrojnych już nie?

Błagam, przestańmy przestawiać priorytety. Co jest tak naprawdę zagrożeniem? Sex – naturalny element życia, do którego użytkowania potrzebna jest wiedza i zasady, czy przemoc – ze swej natury stosowana poza kontrolą, realne zagrożenie, którego konsekwencje mogą być śmiertelne w skutkach?

Dla mnie odpowiedź jest oczywista.

Komentarze

diora.me

A Ty jak sądzisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany.