Na plaży fajnie jest! Niestety nie zawsze…

Jestem zdeklarowanym wodniakiem. W moich planach wakacyjnych pomysł taki jak góry, czy zwiedzanie zabytków, nie ma szans się pojawić, bo ja MUSZĘ mieć wodę! Nie ma wody – nie ma wywczasu!

W ostatni weekend utonęło w Polsce 41 osób, w tym siedmioro poniżej osiemnastego roku życia, w związku z tym licznie pojawiają się zalecenia, żeby korzystać wyłącznie ze strzeżonych kąpielisk. Same w sobie są zdecydowanie słuszne, tyle że niewykonalne.

Przede wszystkim mało która gmina, dysponująca akwenem zdatnym do kąpieli, organizuje kąpieliska i ratowników, a nie każdego stać na wojaże, więc wcale mnie nie dziwi, że korzysta latem z tego co ma pod nosem. Po drugie nawet nad polskim morzem, chcąc znaleźć na plaży miejsce takie, żeby nikt nam nie chodził po głowie/nogach/kocu, nie przebiegał zasypując oczy piaskiem, nie wysadzał „dzieciaczków” pół metra od naszego grajdoła (przecież to „tylko dziecko”, jego mocz i kał są niewinne i różami pachnące…), nie mamy żadnych szans na część strzeżoną. Po trzecie kiedy wyruszamy za granicę też bardzo różnie bywa. W takiej na przykład Grecji nie widziałam, przy hotelowych basenach i plażach, ani sztuki ratownika.

Komunikaty tego rodzaju uważam za nieskuteczne również dlatego, że wszelkie statystyki, które zdarzyło mi się czytać wskazują na to, że na głupotę żaden ratownik nie poradzi, ponieważ nie jest w stanie kontrolować każdego poszczególnego plażowicza. Cóż on może, kiedy rosły młodzieniec po kilku piwach postanowi pobić życiowy rekord i płynąć na drugi brzeg jeziora lub oddaloną morską mieliznę? Kiedy mamusia i tatuś w oparach browaru, albo pochłonięci lekturą lub grillem, po godzinie orientują się, że przecież było z nimi dziecko, a już nie ma? Guzik może. To wypoczywający muszą myśleć i być odpowiedzialni za siebie i współtowarzyszy.

Szczerze mówiąc, jakkolwiek brutalnie by to nie brzmiało, niespecjalnie ruszają mnie newsy o kolejnych pijanych kozakach wyławianych z jezior, rzek i morza. Każdy wie, że po alkoholu do wody nie wolno, a jeśli ma to w nosie, to jego sprawa. Jest dorosły, ma ochotę ryzykować – niech mu ziemia lekką będzie.

Zupełnie jednak inaczej ma się sprawa z dziećmi. One mogą nie wiedzieć, nie zdawać sobie sprawy z zagrożenia. Naszym obowiązkiem, jest dopilnować, aby były bezpieczne.

Poniżej dziesięć zasad, które stosuję od zawsze, niezależnie od tego czy ratownicy są, czy ich nie ma. Stańcie kiedyś przy ich stanowisku i rozejrzyjcie się. Zobaczycie morze… głów. Więc nawet gdy Słoneczny Patrol czuwa, nie czujmy się zbyt swobodnie.

1. Dziecka w wodzie nigdy nie wolno spuścić z oka. Nawet, jeśli „tylko” chlapie się przy brzegu. Szczególnie w morzu lub rzece – wyglądają niewinnie, ale prądy i cofki potrafią wciągnąć pod wodę w ciągu kilku sekund. I nie ważne, że płytka, w takiej też można się utopić. Równa opalenizna, czy ciekawa lektura nie jest warta życia.

2. Jeśli nie jesteś dobrym pływakiem i nie wiesz w jaki sposób wyciągnąć z wody tonącego, wchodź do wody razem z dziećmi i tylko do takiej głębokości, na której możesz się schylić i dziecko spokojnie wyciągnąć. Jeśli jest to rzeka stój zawsze po tej stronie dziecka, w którą płynie prąd, żebyś mógł je w razie czego złapać.

3. Nawet jeśli Ty i Twoje dziecko jesteście świetnymi pływakami, nie ma żadnego powodu, żeby swoje umiejętności trenować daleko od brzegu i tam gdzie nie ma dna. Przecież wystarczy, że mamy swobodę ruchu, a przyjemność z pływania wzdłuż linii brzegowej jest taka sama. Szczerze mówiąc nawet kiedy moja córka, używająca wody jak młoda foka, przemierza kąpielisko wzdłuż i tam gdzie jest dno, mimo to że ja również świetnie pływam, bezpieczniej się czuję, kiedy stoję w wodzie przynajmniej po kolana, tak żeby być gotową w razie czego do startu.

4. Z wielką ostrożnością korzystajcie ze wszelkich pływających zabawek, nawet rękawków. Są fajne, ale dają złudne poczucie bezpieczeństwa, bowiem lubią zacząć dryfować bez kontroli. Nad morzem i w rzece w ogóle na ich użytkowanie dzieciom nie pozwalałam i nie pozwalam.

5. Wszystko jedno, czy ponton, kajak, żaglówka, łódka na ryby, czy zwykły rower wodny. Kapok musi być i basta. Dla dorosłego również. W razie wywrotki daje to możliwość swobodniejszego działania i szansę na to, że wypadek zakończy się na zabawnych wspomnieniach.

6. Dziecko powinno wiedzieć, że bezwzględnie nie wolno mu zbliżać się do wody bez obecności i wiedzy dorosłego opiekuna.

7. Zanim w ogóle dopuścisz kąpiele, zbadaj kąpielisko. Obejdź cały jego dostępny obszar, sprawdzając ew. pułapki. Z tym że uwaga! W morzu i rzece codziennie może być inaczej.

8. Nie uczcie dzieci wariackiego wbiegania do wody prosto ze słońca. Szok termiczny również ich dotyczy.

9. Zero alkoholu!

10. Pamiętaj, tonie się po cichu! Nie ma wrzasków, krzyków, wzywania pomocy. Ot parę gwałtowniejszych ruchów rękami, nieobecny wzrok, twarz ledwo nad linią wody. Dlatego uważajmy na siebie nawzajem, nie bądźmy obojętni wobec tego co się dzieje naokoło. To może uratować komuś życie.

Wszystko jest dla ludzi, ale pod warunkiem, że użytkowane z głową.

Komentarze

diora.me

2 komentarze “Na plaży fajnie jest! Niestety nie zawsze…

  • Może ja jestem złą osobą, ale kompletnie mnie nie wzrusza informacja o ludziach, którzy utonęli po alkoholu albo odpłynęli na materacu. Selekcja naturalna zawsze zabijała najgłupszych. No bo jaką trzeba mieć marną inteligencję, żeby wypływać w rzece na obszar bez dna czy położyć się na materacu i „zapomnieć” że w morzu są fale? Szkoda tylko dzieci, które na głupocie rodziców cierpią.
    W ogóle też nie rozumiem pędu, by pływać bardzo głęboko. Jestem świetną pływaczką, a głębiej niż na dwa metry pływam tylko w basenie, zaś przy dzieciach zawsze upewniam się, że stoję pewnie, jak inaczej mogłabym im zapewnić stuprocentowe bezpieczeństwo?

    • Mam dokładnie to samo. Trenowałam co prawda wyciąganie ludzi z wody, ale i tak nie mam stu procent, że w razie czego sobie poradzę. Z dziećmi poruszam się tam gdzie mam dno, chyba że jest to basen.

A Ty jak sądzisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany.