Wychowanie bez kar? Myślałam, że to niemożliwe.

Przysięgam, do wczoraj byłam przekonana, że moje dzieci dostają kary. Z błędu wyprowadziła mnie Młoda mówiąc: „Mamo, koleżanka raczej nie będzie mogła u mnie nocować, bo ma karę. Ja jakoś nie mam kar, chyba po prostu nigdy aż tak nie narozrabiałam.”.


Zdębiałam. Jak to nie? Zaczęłyśmy rozmawiać. Przecież, chociażby ostatnio, nie poszła z nami do Filharmonii, ponieważ nie przygotowała sobie eleganckiej odzieży, pomimo że prosiłam ją o to dwa dni wcześniej. A Młody, który porobił sobie wielkie zaległości w szkole, żeby móc dostać czas przed telewizorem lub komputerem, musi najpierw 45 minut poświęcić na ich wyrównanie.
„No tak, rzeczywiście, ale wiesz co mamo? To nie jest kara, to jest bardziej taki układ między wami, a ja nie poszłam, bo naprawdę nie przygotowałam się na czas, a nie za karę.” No kurczę… Rację ma dziewczyna!

Może dla niektórych to żadne odkrycie, ale dla mnie duże, bo do tej pory byłam gotowa zarzekać się, że bez kar dziecka nie da rady wychować, a tu proszę – samo mi wyszło. Podzielę się więc kilkoma patentami z własnego podwórka, które stosowane konsekwentnie, są skuteczne.

1. Wylałeś? Wytrzyj. Stłukłeś? Posprzątaj. Przecież tak naprawdę nic więcej nie potrzeba, żeby następnym razem dziecko uważało. Nikt nie lubi wycierania stołu, na którym leży mnóstwo przedmiotów, a każdy trzeba odpowiednio potraktować, wysuszyć.
2. Psujesz zabawki lub gubisz? No to ich nie masz… Jak chcesz drugą, taką samą – uzbieraj pieniądze i sobie odkup.
3. Narobiłeś szkód w szkole, które powodują, że rodzice muszą ponieść koszty? A cóż za problem, wystawiamy na allegro jeden, dwa zestawy lego lub cokolwiek innego, co da się sprzedać z pokoju dziecka, ono w ten sposób samodzielnie pokrywa straty.
4. Oszukałeś nauczyciela, rodziców, dziadków i dałeś się złapać? Trzeba pójść, wyjaśnić, przeprosić – to często już samo w sobie jest koszmarne – i odbudować zaufanie, udowadniając że to był tylko „wypadek przy pracy”, a nie stały sposób twojego działania.
5. Nawiałeś ze szkoły? No to będę cię teraz odprowadzała pod drzwi klasy i odbierała tak samo. Na jakiś czas masz ograniczoną samodzielność, ponieważ muszę mieć pewność, że jesteś bezpieczny i zrozumiałeś, że takich numerów robić nie wolno.
6. Masz słabe oceny? W zasadzie nie jest to wielki problem, ale tylko do piątej klasy, bo w szóstej od nich zależy, czy będziesz mieć wybór dokąd pójdziesz dalej. Jeśli go sobie nie zapewnisz, rejonizacja zadecyduje za ciebie – trochę głupio, co nie? Bo chciałeś pójść tam, gdzie twój najlepszy kumpel.
7. Masz wieczny bałagan w pokoju? Nic nie możesz znaleźć, a ja palcem nie kiwnę, żeby ci pomóc, bo niby czemu miałabym to zrobić?
8. Nie przestrzegasz higieny osobistej? Dentysta to nic przyjemnego, jak będziesz śmierdzieć, mieć tłuste włosy lub chodzić w brudnych ubraniach, rówieśnicy załatwią sprawę skuteczniej, niż jakiekolwiek moje kazania.
9. Nie pomagasz w pracach domowych, sprzątaniu mieszkania? Nie będziesz zapraszać kolegów i koleżanek, bo służby w domu jakoś nie zauważam, a tak jak ja obsługuję wizyty swoich gości, tak samo ty musisz o to zadbać – przygotować teren na ich przyjęcie i posprzątać po ich wyjściu.
10. Nie dotrzymujesz słowa i umów? Wobec tego ja też się nie czuję zobowiązana, więc obiecanego kina/roweru/lodów nie będzie, bo niby czemu miałoby to działać tylko w jedną stronę?

Na bazie tych dziesięciu punktów, na pewno każdy da radę stworzyć własny katalog pomysłów, dostosowany do problemów wychowawczych, z którymi spotyka się na co dzień. Chętnie bym o nich poczytała, dlatego zapraszam Was do podzielenia się nimi w komentarzach. Inspiracji nigdy za wiele!

Komentarze

diora.me

8 komentarzy “Wychowanie bez kar? Myślałam, że to niemożliwe.

  • Dla mnie wyraz kara to nic innego jak konsekwencja swoich czynów, to jak z drosłymi nie będziesz pracować to Cie zwolnią, itp…. 😉

    • W dorosłym życiu jak najbardziej, dzieci jednak często dostają: szlaban na komputer, na wyjścia, jest im zabierane kieszonkowe, przywileje itp. nie koniecznie w powiązaniu z rodzajem przewinienia. Np. napyskowałeś mi, więc nie dostaniesz kasy.

      • Nie przychodzili o umówionej godzinie następne wyjście mieli krótsze o to spóźnienie. Działało i przestali się spóźniać 😀

  • No właśnie … napyskowałeś, obraziłeś/uderzyłeś kogoś, ukradłeś … Co wtedy? W dorosłym życiu płacisz grzywnę albo idziesz do więzienia więc chyba „szlaban” albo brak kieszonkowego byłby adekwatny … Teoretyzuję (jeszcze?) nie trafiły mi się takie problemy. No, może oprócz pyskowania.

    • To wbrew pozorom proste. Dzieci zwykle pyskują chcąc coś uzyskać. Czasem traktują to jako metodę negocjacji – wtedy po prostu trzeba im pokazać, że niczego w ten sposób nie uzyskają. Czasem wołają w ten sposób o uwagę – trzeba im ją dać, wtedy pyskowanie się skończy.
      Obraziłeś – licz się z tym, że też możesz zostać obrażony. Uderzyłeś kogoś – jeśli w szkole to zwykle konsekwencje są wyciągane na miejscu, jeśli gdzie indziej – musisz przeprosić, spróbować zadośćuczynić, ew. jesteś zabierany z miejsca zabawy, skoro nie umiesz się tam zachować.
      Ukradłeś? Tutaj konsekwencje zwykle są całkiem dorosłe – nadzór kuratora itp. Jeśli zrobiło to małe dziecko, niech pójdzie, przyzna się i odda. Zapamięta na baaaardzo długo.

  • 10. Nie dotrzymac slowa? Nie zgodze sie. Zalatuje za bardzo metoda „oko za oko” i pokazuje, ze sa takie sytuacje, kiedy mozna bez skrupulow zlamac dane slowo. „Nie dotrzymales slowa to nie dostaniesz obiecanych lodow” to kara. Lepiej w takiej sytuacji pokazac ze dla nas obietnica to obietnica, dotrzymujemy slowa zawsze. A potem np. bardziej kontrolowac dziecko, pokazac, ze zaufanie trudno odbudowac.
    Bo takie „ty nie zrobiles, to i ja nie zrobie” to dziecinny odwet a nie zachowanie doroslego.

    • Racja. Choć ja z kolei staram się nie iść za bardzo w kontrolę, jeśli tylko da się jej uniknąć. Tylko w „grubszych” kwestiach stosuję.

A Ty jak sądzisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany.